czwartek, 11 lutego 2016
Duma i uprzedzenie - Jane Austen
Tytuł: Duma i Uprzedzenie
Autor: Jane Austen
Wydawnictwo: Kolekcja Hachette, wydanie opublikowane w porozumieniu z wydawnictwem Świat Książki
Rok i miejsce wydania:
Okładka: twarda
Stron: 312
Pierwsze wydanie: 1813, Anglia
______
Moje refleksje:
Duma i Uprzedzenie, to jedna z tych książek, o których wie się, że istnieją ale nigdy się ich nie czytało. Postanowiłam więc w swoim przypadku to zmienić :) A choć nie oglądałam wcześniej żadnej adaptacji filmowej i historia ta była dla mnie całkowitą nowością, to w pewnym momencie moje myśli same skierowały się ku jednemu z bohaterów "Pamiętnika Bridget Jones" - z pewnością wzorowanym właśnie na bohaterze książki.
Są powieści, które czyta się szybko i gładko, nie zauważając upływającego czasu. Ta wymagała ode mnie jednak sporego skupienia. Przy wielu fragmentach zwalniałam, wiele dialogów czytałam dwa lub trzy razy żeby lepiej je pojąć - a i tak są takie kwestie, których żartu niestety w pełni nie zrozumiałam. Ale nie to żeby od razu książka była napisana jakimś specjalnie trudnym językiem. Jej uważne czytanie sprawia prawdziwą przyjemność :)
Fabuła jest bardzo zabawna, ciekawa i wzbudza wiele uczuć. Początkowo czytałam w uważnym skupieniu starając się zapamiętać poszczególne postacie i powiązania między nimi. Od pewnego momentu jednak nie sposób było odlepić od twarzy szerokiego uśmiechu, a nie raz śmiałam się w głos. Były też momenty, w których usta same otwierały mi się ze zdumienia. Takie właśnie książki lubię, takie w które bardzo łatwo się wczuć.
Może jest to zwykły "babski" romans - jednak dla mnie romans pierwsza klasa. Początkowo pomyślałam, że bardzo łatwo jest rozgryźć tytuł. On jest dumny, a ona już od początku uprzedzona. W miarę postępu fabuły okazywało się jednak, że postacie nie są zero-jedynkowe, a tak naprawdę w obojgu jest bardzo dużo dumy i bardzo dużo różnych uprzedzeń. Miłość dojrzewała, czy może raczej odkrywała się w nich powoli, jakby z zastanowieniem. W końcu zaczęłam niepokoić się tym, że nieprzeczytanych kartek coraz bardziej ubywała, a bohaterom wciąż tak bardzo daleko do siebie. Ze smutkiem pomyślałam, że szukając wiecznie dobrych zakończeń trafiłam na jedno z tych smutnych... Na szczęście dobre zakończenie przyszło z iście brazylijsko-telenowelowym wyczuciem - pyk! i jest :)
W miarę poznawania Darcy'ego ciężko jest nie pokochać go tym specyficznym uczuciem zarezerwowanym tylko dla książkowych postaci... Nawet w jego początkowej wyniosłości jest coś ujmującego.
Z pewnością kiedyś jeszcze do tej książki wrócę.
czwartek, 4 lutego 2016
Dama Kameliowa - Aleksander Dumas
Tytuł: Dama Kameliowa
Autor: Aleksander Dumas
Wydawnictwo: Kolekcja Hachette, wydanie opublikowane w porozumieniu z wydawnictwem Świat Książki
Rok i miejsce wydania:
Okładka: twarda
Liczba stron: 214
Pierwsze wydanie: 1848, Francja
______
Moje refleksje:
Historia spodobała mi się bardzo. Tak bardzo, że zaraz po przeczytaniu zaczęłam szukać opracowań - czegoś co powiedziałoby mi o kontekście i tle jej powstania czy aluzjach, których nie zdołałam sama wychwycić. Naprawdę świetnie nadaje się na lekturę szkolną i aż szkoda, że sama nie miałam okazji jej w szkole przeczytać.
Jednak mimo tych ogólnych dobrych wrażeń już od pierwszego spotkania głównych bohaterów wydali mi się jacyś tacy naiwni i nierealni. Po przeczytaniu ostatniej kartki z pobłażliwym uśmiechem pomyślałam "ech... takie historie to tylko w książkach...". Paryska prostytutka żyjąca na dość wysokim poziomie i raczej niezbyt zamożny młodzieniec zakochują się w sobie bez opamiętania i bez większych refleksji. Nie wypominają sobie ani grzesznej przeszłości ani biednych perspektyw. Ona bez większych problemów wyzbywa się dotychczasowych przyzwyczajeń, on dorabia sobie grając w karty nie popadając przy tym w długi. Spędzają beztroskie chwile na wsi i snują marzenia o spokojnej wspólnej przyszłości. A gdy przychodzi co do czego tak łatwo się poddają. Wobec takich głupich argumentów!
Aż chciałoby się powiedzieć, że w normalnym życiu byłoby zupełnie inaczej - że nie istnieje ani taki mężczyzna ani taka prostytutka którzy by się tak pokochali bez żadnego wyrzucania sobie przeszłości. A nawet jeśliby istnieli, to nie zrezygnowaliby z siebie tak szybko. Ale może to czasy były po prostu zupełnie inne i mężczyźni zdarzali się inni ;) Bo powieść wedle opracowań oparta jest na autentycznej biografii i autentycznej miłości.
Zakończenie, ku mojemu zdziwieniu, wzruszyło mnie. Choć nie płakałam rzewnymi łzami, to jednak jedna mała łezka mi się w oku zakręciła na myśl o biednym Armandzie, który tyle musiał w życiu wycierpieć.
wtorek, 2 lutego 2016
Wszystkie kwiaty Szanghaju - Duncan Jepson
Tytuł: Wszystkie kwiaty Szanghaju
Autor: Duncan Jepson
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok i miejsce wydania: 2014
Okładka: miękka
Stron: 272
______
Moje refleksje:
Książka, jak wskazuje już napis na okładce, opowiada historię kobiety, która z drugiej córki w średniozamożnej rodzinie staje się nagle pierwszą żoną bogatego dziedzica dużego majątku. Z dnia na dzień, wbrew własnej woli i zupełnie nieprzygotowana, przenosi się do całkiem innego świata - do świata, który ją onieśmiela i przeraża oraz boleśnie krzywdzi.
Historia opowiedziana jest w formie swoistej spowiedzi matki przed córką i chyba również trochę dlatego już od samego początku zamiast pogardzać bohaterką zaczęłam jej szczerze współczuć i w pewnym sensie nawet rozumieć. Chiny lat 30-tych jawią się jako miejsce pozbawione miłości i jakichkolwiek uczuć, w którym ważny jest tylko obowiązek i tradycja. Nic dziwnego, że dziewczyna, która doświadcza bólu i brutalności, którą bez ogródek sprowadza się do roli przedmiotu mającego jedynie urodzić syna i której ciągle daje się do zrozumienia, że jest nic nie warta w pewnym momencie sama staje się okrutna i pełna nienawiści - prawda? Jak miałabym ją więc potępiać, tym bardziej, że w pewnym momencie zaczyna rozumieć swój błąd i doświadcza pokuty.
W książce na pierwszym miejscu postawiono bohaterkę i jej opowieść, a tło historyczne jest tylko dopełnieniem czy wyjaśnieniem jej zachowania. Przez długi czas nic ciekawego się w nim nie dzieje. Jesteśmy jakby zamknięci razem z bohaterką w złotej klatce bogatego domu i długiej tradycji. Druga wojna światowa zostaje zaledwie napomknięta nie przysparzając fabule i rodzinie Sangów większych turbulencji (być może inaczej byśmy to widzieli z perspektywy męskiej głowy rodziny). Nieco więcej, choć wciąż tylko tyle ile trzeba dowiadujemy się o komunistycznej rewolucji. Zastanawiam się nad tym jak strasznym musiała być doświadczeniem dla przeciętnych Chińczyków. Pierwszym na co zwróciłam uwagę był los znienawidzonych bogaczy i dorobkiewiczów. Następnie myśl moja ewoluowała razem z kolejnymi krokami bohaterki do świadomości, że najbardziej dotknięci zostali ostatecznie również ludzie, którym miało być przecież lepiej - zwykli robotnicy i rolnicy. Zastanawiałam się, czy my jesteśmy w stanie pojąć ten ogrom rewolucyjnego cierpienia i szaleństwa. Nam wszystko zabrała wojna i okupacja, a socjalizm który przyszedł później, choć zły, nigdy nie wydawał mi się straszniejszy. Wszystko co było przez ludzi do stracenia zostało już stracone, komunizm czy socjalizm zastał na naszej ziemi jedynie powojenną ruinę. Podczas gdy w Chinach sam zrujnował cały dotychczasowy porządek.
Podsumowując, książka okazała się miłym zaskoczeniem. Czytało mi się ją (a raczej pochłaniało) szybko i przyjemnie pod kątem technicznym. Bolesna historia może nie wyciska łez ale skłania do refleksji i zadumy nad różnymi kwestiami, np. rolą kobiety w Chinach lat 30-tych, współistnienia tradycji i nowoczesności czy w końcu nad skutkami rewolucji komunistycznej, którą odkrywamy z perspektywy "po uwolnieniu się ze złotej klatki nagle widzę jaki jest świat poza nią".
wtorek, 26 stycznia 2016
Przystanek Auschwitz - Anna Kowalczyk, Lidia Grzegórska
Tytuł: Przystanek Auschwitz
Autor: Anna Kowalczyk, Lidia Grzegórska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, seria Żółty Tygrys
Rok i miejsce wydania: 1981, Warszawa
Okładka: miękka
Stron: 111
______
Fragment:
"- Rozebrać się do naga. Ubrania złożyć w kostkę i położyć obok siebie. Wszystko ma być wykonane szybko i sprawnie. Nie radzę marudzić. Herr doktor nie ma zbyt wiele czasu dla was.
Polecenie zostało wykonane. Esesmani przechadzali się pomiędzy szeregami więźniów mierząc ich zimnym, pełnym pogardy wzrokiem od stóp do głów. Dotykali mięśni, rąk i nóg. Lustrowani, jak wytresowane zwierzęta, stali nadzy piątkami i czekali na dalszy ciąg gry w ciuciubabkę, prowadzonej przez oprawców.
Wielu z lustrowanych pytano o zawód i wiek. W przypadku odpowiedzi zadowalającej kazano poszczególnym osobom występować z piątek i odejść na bok. Czekali na zakończenie przeglądu i dalsze decyzje. Wśród tych ostatnich znalazł się ojciec Tadka. Tadek, któremu dotychczas udawało się nie rozstawać z ojcem, wyskoczył z piątki, uczepił się kurczowo ojca i zaczął prosić, żeby pozwolono mu iść razem z nim.
Nastąpiła konsternacja. Incydent ten brutalnie przerwał pedantyczną pracę niemieckich "urzędników". Popatrzyli zdumieni.
Jeden z esesmanów uderzył nerwowo pejczem w cholewkę eleganckiego, błyszczącego buta i szybkim krokiem zbliżał się w kierunku ojca i syna.
- Synku, błagam cię, odejdź - szepnął ojciec ze łzami w oczach. - Nie ma innego wyjścia, musimy się rozstać. Na pewno spotkamy się jeszcze. A teraz odejdź, bo on cie zabije.
Tadek jak gdyby nie słyszał tego, co mówi ojciec. W dalszym ciągu trzymał kurczowo ojca w objęciach. Dopiero silne uderzenie w gołe plecy, a potem w głowę i jeszcze raz w plecy zwolniły jego uścisk i chłopiec upadł pod nogi rozwścieczonego Niemca. Ten nie przestawał bić. Uderzeniom pejcza towarzyszyły wymierzane z siłą kopniaki. Krwawiącego, nieprzytomnego Tadka zawleczono do baraku."
______
Moje refleksje:
Niezbyt długa książeczka w niewielkim, poręcznym formacie opowiada o historii obozu Auschwitz widzianego oczami kilkorga dzieci, które zabrano tam prosto z powstania Warszawskiego - od sierpnia do października 1944 roku. Dowiadujemy się co dzieci robiły tuż przed zabraniem do transportu, jak wyglądała ich podróż, pierwsze chwile zameldowania oraz dalsze dni życia w obozie. Jak próbowały zdobyć coś do jedzenia, skontaktować się z rodzicami, jak walczyły z chorobami i osłabieniem, jak cieszyły się z odnalezienia dawnych towarzyszy zabaw jeszcze z Warszawy. Ich życie obozowe pełne było nienawiści, obojętności, głodu, bicia i poniżania, ale mimo to udało im się zachować ludzkie uczucia - współczucie i chęć pomocy współtowarzyszom oraz poczucie wspólnoty. Cała historia przeplatana jest ogólnymi informacjami dotyczącymi historii obozu i statystykami przechodzących przez niego dzieci.
Czytając miałam wrażenie, że autorki piszą całościowo w sposób bardzo przewidywalny dla takiego tematu. Jakby popadały w pewną tendencję chęci ukazania czegoś jeszcze bardziej potwornym. Jakby rzeczywista potworność była zbyt mało potworna, lub jakby bały się, że czytelnik w zwykłym opisie tej potworności nie odnajdzie, a wtedy misja przesłania nie zostanie spełniona. A może po prostu zbyt przyzwyczaiłam się do - być może jedynie - heroicznego mitu o zbyt wcześnie dorosłych 14- i 15-latkach. O nastolatkach, którzy jak dorośli biegli z bronią na ramieniu, wysadzali czołgi, zabijali Niemców i brali w miarę możliwości pełny udział w podziemnej walce z okupantem. Może dlatego tak nienaturalnym i niepasującym do tej wizji bohaterów wydaje mi się 15-letni Tadek zanoszący się płaczem, tulący do ojca i pytający "Tatusiu, co z nami zrobią?".
Historia opisana w sposób zgoła inny od choćby pozostawiających po sobie mocny odcisk opowiadań Borowskiego. Niemniej również skłania do zastanowienia się nad losem ludzi żyjących w czasie II wojny światowej. Nad tym, że kiedyś ktoś po prostu zginął, bo ktoś inny zwyczajnie miał taką ochotę.
Historia opisana w sposób zgoła inny od choćby pozostawiających po sobie mocny odcisk opowiadań Borowskiego. Niemniej również skłania do zastanowienia się nad losem ludzi żyjących w czasie II wojny światowej. Nad tym, że kiedyś ktoś po prostu zginął, bo ktoś inny zwyczajnie miał taką ochotę.
piątek, 22 stycznia 2016
Na wsi - Józef Czechowicz
Siano pachnie snem
siano pachniało w dawnych snach
popołudnia wiejskie grzeją żytem
słońce dzwoni w rzekę z rozbłyskanych blach
życie - pola - złotolite
Wieczorem przez niebo pomost
wieczór i nieszpór
mleczne krowy wracają do domostw
przeżuwać nad korytem pełnym zmierzchu
Nocami spod ramion krzyżów na rozdrogach
sypie się gwiazd błękitne próchno
chmurki siedzą przed progiem w murawie
to kule białego puchu
dmuchawiec
Księżyc idzie srebrne chusty prać
świerszczyki świergocą w stogach
czegóż się bać
Przecież siano pachnie snem
a ukryta w nim melodia kantyczki
tuli do mnie dziecięce policzki
chroni przed złem
Wojna nie przychodzi znikąd
Mechanizm kontekstu jest niby powszechnie znany, a jednak wciąż potrafi mnie zadziwić... Pierwszy raz, gdy czytałam ten wiersz myślałam, że czytam o zwykłym życiu rolników, którzy zmęczeni całodzienną pracą kładą się do snu rozmarzeni rzeczywistością. Tym bardziej tak to postrzegałam, że przed chwilą omawiana była "Pieśń świętojańska o sobótce" Kochanowskiego, czyli utwór wychwalający wieś jako miejsce idealne do życia - spokojne, wesołe, pełne energii, uczciwości i pożytecznej pracy. Ot, kolejny utwór, dzięki któremu mogłabym zapragnąć opuścić tłoczne miasto i zakosztować spokoju blisko natury.
A potem usłyszałam, że Czechowicz pisał przecież w czasach dwudziestolecia międzywojennego. Wtedy, gdy w Niemczech i Włoszech narastały bojowe nastroje, a w domach wszystkich krajów Europy powoli zaczynało się już z niepokojem szeptać o wojnie. Że w wierszu w pozornie spokojną atmosferę wkrada się właśnie nutka takiego niepokoju, wyraźnie dostrzegalna tylko w pojedynczych wersach... Wieś ukazana jest jako miejsce spokojne i pełne uroku ale chodzi tu
raczej o obraz tej dawnej wsi - idealnej, spokojnej i beztroskiej. Na
to, że aktualnie codzienności towarzyszy strach, a ludzi zaczyna opuszczać wcześniejszy optymizm wskazuje wyraźniej fragment:
"czegóż się bać, przecież siano pachnie snem (...) chroni przed złem".
I wtedy, po zmianie kontekstu, wyostrzają się pojedyncze słowa czy stwierdzenia stawiając przed oczami zupełnie inne obrazy. Teraz na pierwszy plan nie wysuwają się złote kłosy, czy promienie
słońca tańczące na wodzie ale zaznaczany wiele razy mrok, zmierzch i
wieczór. Zwracam uwagę na to, że koryto jest pełne zmierzchu co przywodzi mi na myśl gospodarstwo, w którym kolację je się cicho i spiesznie zastanawiając się nad snem przynoszącym odpoczynek ale też niepewne jutro. Sypiące się próchno gwiazd brzmi jak nietrwały stan i zburzony świat, bo przecież czemu niebo miałoby się sypać. Chmury, które przycupnęły w murawie jakby się tam ukrywały przed czymś. Zaraz potem kule - może kryją się w oczekiwaniu na atak. Ale nie, to dmuchawiec - więc jednak ulotność otaczającego świata.
Dopiero wiedza o tym, że w wierszu skryty jest niepokój sprawia, że zaczynam go czuć. Zastanawiam się nad tym, że wojna zazwyczaj nie przychodzi znikąd. Zawsze poprzedza ją strach i obawa. Wszyscy się jej spodziewają, tylko nie wiedzą jak szybko się zbliża.
czwartek, 21 stycznia 2016
Śmierć Pułkownika - Adam Mickiewicz
W głuchej puszczy, przed chatką leśnika,
Rota strzelców stanęła zielona;
A u wrót stoi straż Pułkownika,
Tam w izdebce Pułkownik ich kona.
Z wiosek zbiegły się tłumy wieśniacze:
Wódz to był wielkiej mocy i sławy,
Kiedy po nim lud prosty tak płacze
I o zdrowie tak pyta ciekawy.
Kazał konia Pułkownik kulbaczyć,
Konia w każdej sławnego potrzebie;
Chce go jeszcze przed śmiercią obaczyć,
Kazał przywieść do izby - do siebie.
Kazał przynieść swój mundur strzelecki,
Swój kordelas i pas i ładunki;
Stary żołnierz, - on chce, jak Czarniecki,
Umierając, swe żegnać rynsztunki.
A gdy konia już z izby wywiedli,
Potem do niej wszedł ksiądz z Panem Bogiem;
I żołnierze od żalu pobledli,
A lud modlił się klęcząc przed progiem.
Nawet starzy Kościuszki żołnierze,
Tyle krwi swej i cudzej wylali,
Łzy ni jednej - a teraz płakali,
I mówili z księżami pacierze.
Z rannym świtem dzwoniono w kaplicy;
Już przed chatą nie było żołnierza,
Bo już Moskal był w tej okolicy.
Przyszedł lud widzieć zwłoki rycerza.
Na pastuszym tapczanie on leży -
W ręku krzyż, w głowach siodło i burka,
A u boku kordelas, dwururka.
Lecz ten wódz, choć w żołnierskiej odzieży,
Jakie piękne dziewicze ma lica?
Jaką pierś? - Ach, to była dziewica,
To Litwinka, dziewica-bohater,
Wódz powstańców - Emilija Plater!
środa, 20 stycznia 2016
Poległym - Krzysztof Kamil Baczyński
Nocą, gdy ciemność jest jak zwierzę czarne,
stoi cisza jak lęku drgający biały słup.
I żyła śmierci bije: na marne - drży - na marne,
a rano znów się potknę o rozkopany grób.
A dniem stół pusty stoi, zabrakło na nim rąk,
które by razem ze mną wznosiły kruchą sieć
a uporczywe twarze i ciała wokół siedzą,
jak gdyby tu przykute miłości mroczną wiedzą,
i głos na ścianach osiadł jak szron i dzwoni; "Leć!"
I każą mi: "Zapomnij!" Więc ręce ciężkie włożyć
w ciężarny ołów gliny i pracy toczyć głaz,
więc jeszcze dzień obrócić, jak mokry piach wyłożyć,
odetchnąć jeszcze śmiercią i jeszcze, jeszcze raz.
A potem znowu noc i słuchać długo trzeba,
jak schodów trzask się wznosi, jak dławi płótno czarne,
a w szyby śniegu bicz: "Na marne - drży - na marne!"
I życie w gardle tkwi jak ostry kamień chleba,
i czuję was w ciemności bez ziemi i bez nieba.
I wtedy trzeba wierzyć, i każą mi: "Zapomnij!"
I trzeba martwą broń zamienić w krzyż i płomień...
ulice moich dróg są wszystkie w górę - strome,
i cienka struga krwi jak lont się spala - do mnie.
Żelazna miłość - tak - wybuchło, zgasło, starło,
pozostał tępy mus, co w pięści tkwi jak gwóźdź.
Zapomnieć teraz, zdrętwieć, milczeniem tak się struć,
żeby mi pisklę ognia na dłoni nie umarło.
Odeszli. Noc po nocy. Coraz to krzyk za gardło
i tylko cisza po nich i dzwoni śniegu słup,
ale się głupie ciało jak ciężki pień uparło,
choć rano - ktoś się potknie o mój dymiący grób.
(06.01.1944)
Nocą, gdy ciemność jest jak zwierze, stoi zlękniona cisza... Już dwa pierwsze wersy pozwalają wczuć się w tamtą atmosferę. Ciemności, ciszy i lęku. Atmosferę wszechobecnej śmierci i straty. Pustych domów z pustymi stołami, przy których snują się tylko wspomnienia bliskich i dawne echo ich głosów. Rzeczywistości, w której z jednej strony nie da się o nich zapomnieć i nie myśleć, a z drugiej strony trzeba iść naprzód i dalej robić swoje. Dalej walczyć codziennie ocierając się o śmierć.
Gdy życie zaczyna uwierać, gdy wszystko wydaje się tak trudne, gdy śmierć i zło staje się codziennością, a walka odruchem, gdy zdaje się, że zostało już coraz mniej czasu... Jedyną słuszną drogą jest walka aż do ostatniej krwi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



