Tytuł: Wszystkie kwiaty Szanghaju
Autor: Duncan Jepson
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok i miejsce wydania: 2014
Okładka: miękka
Stron: 272
______
Moje refleksje:
Książka, jak wskazuje już napis na okładce, opowiada historię kobiety, która z drugiej córki w średniozamożnej rodzinie staje się nagle pierwszą żoną bogatego dziedzica dużego majątku. Z dnia na dzień, wbrew własnej woli i zupełnie nieprzygotowana, przenosi się do całkiem innego świata - do świata, który ją onieśmiela i przeraża oraz boleśnie krzywdzi.
Historia opowiedziana jest w formie swoistej spowiedzi matki przed córką i chyba również trochę dlatego już od samego początku zamiast pogardzać bohaterką zaczęłam jej szczerze współczuć i w pewnym sensie nawet rozumieć. Chiny lat 30-tych jawią się jako miejsce pozbawione miłości i jakichkolwiek uczuć, w którym ważny jest tylko obowiązek i tradycja. Nic dziwnego, że dziewczyna, która doświadcza bólu i brutalności, którą bez ogródek sprowadza się do roli przedmiotu mającego jedynie urodzić syna i której ciągle daje się do zrozumienia, że jest nic nie warta w pewnym momencie sama staje się okrutna i pełna nienawiści - prawda? Jak miałabym ją więc potępiać, tym bardziej, że w pewnym momencie zaczyna rozumieć swój błąd i doświadcza pokuty.
W książce na pierwszym miejscu postawiono bohaterkę i jej opowieść, a tło historyczne jest tylko dopełnieniem czy wyjaśnieniem jej zachowania. Przez długi czas nic ciekawego się w nim nie dzieje. Jesteśmy jakby zamknięci razem z bohaterką w złotej klatce bogatego domu i długiej tradycji. Druga wojna światowa zostaje zaledwie napomknięta nie przysparzając fabule i rodzinie Sangów większych turbulencji (być może inaczej byśmy to widzieli z perspektywy męskiej głowy rodziny). Nieco więcej, choć wciąż tylko tyle ile trzeba dowiadujemy się o komunistycznej rewolucji. Zastanawiam się nad tym jak strasznym musiała być doświadczeniem dla przeciętnych Chińczyków. Pierwszym na co zwróciłam uwagę był los znienawidzonych bogaczy i dorobkiewiczów. Następnie myśl moja ewoluowała razem z kolejnymi krokami bohaterki do świadomości, że najbardziej dotknięci zostali ostatecznie również ludzie, którym miało być przecież lepiej - zwykli robotnicy i rolnicy. Zastanawiałam się, czy my jesteśmy w stanie pojąć ten ogrom rewolucyjnego cierpienia i szaleństwa. Nam wszystko zabrała wojna i okupacja, a socjalizm który przyszedł później, choć zły, nigdy nie wydawał mi się straszniejszy. Wszystko co było przez ludzi do stracenia zostało już stracone, komunizm czy socjalizm zastał na naszej ziemi jedynie powojenną ruinę. Podczas gdy w Chinach sam zrujnował cały dotychczasowy porządek.
Podsumowując, książka okazała się miłym zaskoczeniem. Czytało mi się ją (a raczej pochłaniało) szybko i przyjemnie pod kątem technicznym. Bolesna historia może nie wyciska łez ale skłania do refleksji i zadumy nad różnymi kwestiami, np. rolą kobiety w Chinach lat 30-tych, współistnienia tradycji i nowoczesności czy w końcu nad skutkami rewolucji komunistycznej, którą odkrywamy z perspektywy "po uwolnieniu się ze złotej klatki nagle widzę jaki jest świat poza nią".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz