piątek, 22 stycznia 2016

Na wsi - Józef Czechowicz

Siano pachnie snem
siano pachniało w dawnych snach
popołudnia wiejskie grzeją żytem
słońce dzwoni w rzekę z rozbłyskanych blach
życie - pola - złotolite

Wieczorem przez niebo pomost
wieczór i nieszpór
mleczne krowy wracają do domostw
przeżuwać nad korytem pełnym zmierzchu

Nocami spod ramion krzyżów na rozdrogach
sypie się gwiazd błękitne próchno
chmurki siedzą przed progiem w murawie
to kule białego puchu
dmuchawiec

Księżyc idzie srebrne chusty prać
świerszczyki świergocą w stogach
czegóż się bać
Przecież siano pachnie snem
a ukryta w nim melodia kantyczki
tuli do mnie dziecięce policzki
chroni przed złem


Wojna nie przychodzi znikąd

Mechanizm kontekstu jest niby powszechnie znany, a jednak wciąż potrafi mnie zadziwić... Pierwszy raz, gdy czytałam ten wiersz myślałam, że czytam o zwykłym życiu rolników, którzy zmęczeni całodzienną pracą kładą się do snu rozmarzeni rzeczywistością. Tym bardziej tak to postrzegałam, że przed chwilą omawiana była "Pieśń świętojańska o sobótce" Kochanowskiego, czyli utwór wychwalający wieś jako miejsce idealne do życia - spokojne, wesołe, pełne energii, uczciwości i pożytecznej pracy. Ot, kolejny utwór, dzięki któremu mogłabym zapragnąć opuścić tłoczne miasto i zakosztować spokoju blisko natury.

A potem usłyszałam, że Czechowicz pisał przecież w czasach dwudziestolecia międzywojennego. Wtedy, gdy w Niemczech i Włoszech narastały bojowe nastroje, a w domach wszystkich krajów Europy powoli zaczynało się już z niepokojem szeptać o wojnie. Że w wierszu w pozornie spokojną atmosferę wkrada się właśnie nutka takiego niepokoju, wyraźnie dostrzegalna tylko w pojedynczych wersach... Wieś ukazana jest jako miejsce spokojne i pełne uroku ale chodzi tu raczej o obraz tej dawnej wsi - idealnej, spokojnej i beztroskiej. Na to, że aktualnie codzienności towarzyszy strach, a ludzi zaczyna opuszczać wcześniejszy optymizm wskazuje wyraźniej fragment: "czegóż się bać, przecież siano pachnie snem (...) chroni przed złem".

I wtedy, po zmianie kontekstu, wyostrzają się pojedyncze słowa czy stwierdzenia stawiając przed oczami zupełnie inne obrazy. Teraz na pierwszy plan nie wysuwają się złote kłosy, czy promienie słońca tańczące na wodzie ale zaznaczany wiele razy mrok, zmierzch i wieczór. Zwracam uwagę na to, że koryto jest pełne zmierzchu co przywodzi mi na myśl gospodarstwo, w którym kolację je się cicho i spiesznie zastanawiając się nad snem przynoszącym odpoczynek ale też niepewne jutro. Sypiące się próchno gwiazd brzmi jak nietrwały stan i zburzony świat, bo przecież czemu niebo miałoby się sypać. Chmury, które przycupnęły w murawie jakby się tam ukrywały przed czymś. Zaraz potem kule - może kryją się w oczekiwaniu na atak. Ale nie, to dmuchawiec - więc jednak ulotność otaczającego świata.

Dopiero wiedza o tym, że w wierszu skryty jest niepokój sprawia, że zaczynam go czuć. Zastanawiam się nad tym, że wojna zazwyczaj nie przychodzi znikąd. Zawsze poprzedza ją strach i obawa. Wszyscy się jej spodziewają, tylko nie wiedzą jak szybko się zbliża.

czwartek, 21 stycznia 2016

Śmierć Pułkownika - Adam Mickiewicz

W głuchej puszczy, przed chatką leśnika,
Rota strzelców stanęła zielona;
A u wrót stoi straż Pułkownika,
Tam w izdebce Pułkownik ich kona.
Z wiosek zbiegły się tłumy wieśniacze:
Wódz to był wielkiej mocy i sławy,
Kiedy po nim lud prosty tak płacze
I o zdrowie tak pyta ciekawy.

Kazał konia Pułkownik kulbaczyć,
Konia w każdej sławnego potrzebie;
Chce go jeszcze przed śmiercią obaczyć,
Kazał przywieść do izby - do siebie.
Kazał przynieść swój mundur strzelecki,
Swój kordelas i pas i ładunki;
Stary żołnierz, - on chce, jak Czarniecki,
Umierając, swe żegnać rynsztunki.

A gdy konia już z izby wywiedli,
Potem do niej wszedł ksiądz z Panem Bogiem;
I żołnierze od żalu pobledli,
A lud modlił się klęcząc przed progiem.
Nawet starzy Kościuszki żołnierze,
Tyle krwi swej i cudzej wylali,
Łzy ni jednej - a teraz płakali,
I mówili z księżami pacierze.

Z rannym świtem dzwoniono w kaplicy;
Już przed chatą nie było żołnierza,
Bo już Moskal był w tej okolicy.
Przyszedł lud widzieć zwłoki rycerza.
Na pastuszym tapczanie on leży -
W ręku krzyż, w głowach siodło i burka,
A u boku kordelas, dwururka.

Lecz ten wódz, choć w żołnierskiej odzieży,
Jakie piękne dziewicze ma lica?
Jaką pierś? - Ach, to była dziewica,
To Litwinka, dziewica-bohater,
Wódz powstańców - Emilija Plater!



środa, 20 stycznia 2016

Poległym - Krzysztof Kamil Baczyński


Nocą, gdy ciemność jest jak zwierzę czarne,
stoi cisza jak lęku drgający biały słup.
I żyła śmierci bije: na marne - drży - na marne,
a rano znów się potknę o rozkopany grób.
A dniem stół pusty stoi, zabrakło na nim rąk,
które by razem ze mną wznosiły kruchą sieć
a uporczywe twarze i ciała wokół siedzą,
jak gdyby tu przykute miłości mroczną wiedzą,
i głos na ścianach osiadł jak szron i dzwoni; "Leć!"
I każą mi: "Zapomnij!" Więc ręce ciężkie włożyć
w ciężarny ołów gliny i pracy toczyć głaz,
więc jeszcze dzień obrócić, jak mokry piach wyłożyć,
odetchnąć jeszcze śmiercią i jeszcze, jeszcze raz.
A potem znowu noc i słuchać długo trzeba,
jak schodów trzask się wznosi, jak dławi płótno czarne,
a w szyby śniegu bicz: "Na marne - drży - na marne!"
I życie w gardle tkwi jak ostry kamień chleba,
i czuję was w ciemności bez ziemi i bez nieba.
I wtedy trzeba wierzyć, i każą mi: "Zapomnij!"
I trzeba martwą broń zamienić w krzyż i płomień...
ulice moich dróg są wszystkie w górę - strome,
i cienka struga krwi jak lont się spala - do mnie.
Żelazna miłość - tak - wybuchło, zgasło, starło,
pozostał tępy mus, co w pięści tkwi jak gwóźdź.
Zapomnieć teraz, zdrętwieć, milczeniem tak się struć,
żeby mi pisklę ognia na dłoni nie umarło.
Odeszli. Noc po nocy. Coraz to krzyk za gardło
i tylko cisza po nich i dzwoni śniegu słup,
ale się głupie ciało jak ciężki pień uparło,
choć rano - ktoś się potknie o mój dymiący grób.

(06.01.1944)


Nocą, gdy ciemność jest jak zwierze, stoi zlękniona cisza... Już dwa pierwsze wersy pozwalają wczuć się w tamtą atmosferę. Ciemności, ciszy i lęku. Atmosferę wszechobecnej śmierci i straty. Pustych domów z pustymi stołami, przy których snują się tylko wspomnienia bliskich i dawne echo ich głosów. Rzeczywistości, w której z jednej strony nie da się o nich zapomnieć i nie myśleć, a z drugiej strony trzeba iść naprzód i dalej robić swoje. Dalej walczyć codziennie ocierając się o śmierć.

Gdy życie zaczyna uwierać, gdy wszystko wydaje się tak trudne, gdy śmierć i zło staje się codziennością, a walka odruchem, gdy zdaje się, że zostało już coraz mniej czasu... Jedyną słuszną drogą jest walka aż do ostatniej krwi.

czwartek, 1 stycznia 1987

"O książce", wyd. Zakład Narodowy im. Ossolińskich


Tytuł: O książce

Autorzy: Krystyna Chorzewska, Janina Majerowa, Maria Małkiewicz, Wojciech Uniatowicz, Ewa Wierzcholska, Ludwika Zawadowska, Andrzej Zieliński
Redakcja naukowa: Jerzy Jakubowski, Jan Trzynadlowski

Wydawnictwo: Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Rok i miejsce wydania: 1987, Wrocław
Oprawa: twarda, płócienna
Stron: 430

______
Ze wstępu:
"... ta książka jest dla tych, którzy nie tylko lubią ładne druki, lecz także chętnie czytają, a przy tym lubią pytać i szukać odpowiedzi właśnie w książkach. Oczywiście książek takich jest bardzo wiele, ale my wydaliśmy tę i o niej chcemy coś powiedzieć. A więc w tej niewielkiej encyklopedii, czyli zbiorze najważniejszych wiadomości, zawarliśmy prawie 500 haseł, które odpowiadają na pytania dotyczące książki..."

______
Moje refleksje:
Książka cieszy oko od pięknej i przyjemnej w dotyku okładki przez wszystkie strony, aż do ostatniej kartki. Nawet jeśli początkowo niespecjalnie zachęcająca jest perspektywa przedzierania się przez encyklopedyczne, alfabetyczne, a przez to nieco wyrwane z kontekstu hasła, to i tak warto ją otworzyć, bo dużym urozmaiceniem są obrazki - praktycznie na każdej stronie jest co oglądać. Od obrazka do tekstu i nagle okazuje się, że wśród haseł jest całkiem dużo naprawdę ciekawych ciekawostek. A później, po przeczytaniu wstępu, okazuje się że hasła można czytać również tematycznie. Choć przyznaję, nie przeczytałam nawet 1/4.


poniedziałek, 1 września 1980

"Fizyka doświadczalna, część III elektryczność i magnetyzm", Szczepan Szczeniowski

[zdjęcie]

Tytuł: Fizyka doświadczalna, część III elektryczność i magnetyzm
(wydanie czwarte poprawione)

Autor: Szczepan Szczeniowski
Redaktor: M. Brzozowska-Ryłkowa

Wydawnictwo: Państwowe Wydawnictwo Naukowe
Rok i miejsce wydania: 1980, Warszawa
Oprawa: miękka
Stron: 536


Spis treści:

Rozdział I: Elektrostatyka
    1. (...)
Rozdział II: Magnetostatyka. Pole magnetyczne prądu. Działanie pola magnetycznego na prąd.
    22. (...)
Rozdział III: Ogólne prawa przepływu prądu przewodzonego
    36. (...)
Rozdział IV: Prądy jonowe w cieczach i ciałach stałych
    41. (...)
Rozdział V: Przewodnictwo elektronowe metali
    48. (...)
Rozdział VI: Prąd elektryczny w gazie
    62. (...)
Rozdział VII: Indukcja elektromagnetyczna
    73. (...)
Rozdział VIII: Własności magnetyczne materii
    80. (...)
Rozdział IX: Prądy powoli zmienne
    91. (...)
Rozdział X: Szybkie (nie quasi-statyczne) drgania
    105. (...)
Rozdział XI: Fale elektromegnetyczne
    115. (...)

______
Brak wstępu, przedmowy i czegokolwiek podobnego...